Biografia, Literatura obca

O tym jak czas zmienia wszystko

 Książka Adama Higginbothama zasługuje na szczególną uwagę. Przede wszystkim "O północy w Czarnobylu. Nieznana prawda o największej nuklearnej katastrofie" jest rzetelnie przeprowadzonym reportażem, posiadającym wątki popularnonaukowe

Na kilka lat przed katastrofą

Książka Adama Higginbothama zasługuje na szczególną uwagę. Przede wszystkim O północy w Czarnobylu. Nieznana prawda o największej nuklearnej katastrofie” jest rzetelnie przeprowadzonym reportażem, posiadającym wątki popularnonaukowe. Jej układ jest nad wyraz czytelny, poczynając od rysunków technicznych reaktora, przechodząc do usytuowania wydarzenia na osi czasu, biorąc pod uwagę równe aspekty – historyczny, społeczny oraz polityczny. Publikacja wprowadza nas w świat ZSRR lat 80. XX wieku, co okazuje się kluczowym w zrozumieniu decyzji po katastrofie. Zarys państwa opanowanego przez układy, korupcję, biurokrację, a przede wszystkim niekompetencję pozwala nam zrozumieć dlaczego doszło do największej tragedii jądrowej w historii ludzkości.

Autor nie szuka przyczyn wybuchu na dni, czy tygodnie przed wydarzeniem. Szuka głębiej, przenosząc nas aż cztery lata przed katastrofą, gdzie za pomocą odtajnionych dokumentów KGB tłumaczy, że przesłanki co do tragedii pojawiały się już wcześniej. Nieprzygotowana kadra kierownicza, która przyznaje się do nieznajomości fizyki jądrowej, zarządza budynkami, o których przeznaczeniu wie niewiele, a których właściwości nawet czasami nie rozumie. Zatuszowane wydarzenia, zapadnięcia się innych reaktorów oraz stopienia się fragmentu reaktora nr I w Czarnobylu zostają określone jako tajne i utrzymywane przed opinią publiczną z pomocą dokumentów o poufności, które pod groźbą więzienia są przedstawiane do podpisu pracownikom. Prace nad energią atomową przebywają w warunkach skrajnie niebezpiecznych, co potwierdza wynoszenie grafitu z walącego się reaktora w zwykłych wiadrach.

Sielankowy kwiecień

Adam Higginbotham przeprowadza wiele wywiadów ze świadkami wybuchu, a obraz płynący z ich opowieści sprawia wrażenie historii o szczęśliwych, pozbawionych problemów ludziach. Robotnicy reaktora w Czarnobylu snują wspomnienia o dobrze płatnej pracy, wycieńczającej fizycznie, ale dającej stabilność finansową, o którą w sowieckiej Rosji było nad wyraz trudno. Opisują zabawy z dziećmi, więzi z sąsiadami i poczucie jedności mieszkańców Prypeci.

26 kwietnia, w nocy, dochodzi do wybuchu reaktora nr IV, którego pożar będzie gaszony przez kilka miesięcy. Reakcja ze strony władz nie pojawia się przez ponad dwie doby, jedynym środkiem zapobiegawczym jest wezwanie straży pożarnej, która w zwykłych skafandrach stara się ugasić płomienie. Radioaktywna chmura jest niesiona przez porywisty wiatr na zachód i północ, po dwóch dniach rozpali do czerwoności sensory w elektrowni szwedzkiej, co będzie skutkowało natychmiastową reakcją z zewnątrz. Władze lokalne, nieprzygotowane na taką ewentualność, starają się za wszelką cenę zatuszować wydarzenie, w większości przyjmując pokornie rozkazy odgórne, dbając o wizerunek ZSRR poza jego granicami jako silnego i nowoczesnego gospodarczo państwa. Czynnik ludzki jest drastycznie marginalizowany, strażacy, żołnierze i ochotnicy są traktowani jako jedno z narzędzi do zgaszenia reaktora, bez najmniejszej refleksji o ich stan zdrowia. Pracownicy elektrowni mają nadal stawiać się do pracy, jakby nic się nie stało – w końcu pozostałe reaktory działają, a w planach jest budowa jeszcze dwóch.

KGB donosi, rząd zamyka w archiwum

Odtajnione po trzech dekadach dokumenty tylko połowicznie okazują się być pomocne. Donoszone o stanie Czarnobyla nieścisłości są bagatelizowane, a rząd skrupulatnie zamyka akta w archiwach, nie dopuszczając prawie nikogo do ich treści. Aż dziw bierze, że zostały poddane opinii publicznej. Lista uchybień ciągnie się niemalże w nieskończoność, pokazując błędy na samym etapie budowania, użycie tanich i nieodpowiednich elementów, a także brak jakiegokolwiek zabezpieczania na wypadek pożaru. Akcja po wybuchu jest nad wyraz niezorganizowana, przypomina partyzantkę. Pomysły i próby zapobiegania skutkom radioaktywnego oparu pozostają w większości bez realizacji. Nie instaluje się ognioodpornych materiałów, bo nie produkuje się takich w ZSRR, nie ma tez mowy o ich zamówieniu z zagranicy. Dbałość o florę i faunę jest nieistniejąca, ogranicza się do eliminacji wszystkich zwierząt domowych w ewakuowanej Prypeci i okolicznych wsiach. Groźny, promieniotwórczy opad deszczowy jest zbagatelizowany, spadnie na okoliczne miejscowości jeszcze przed ewakuacją.

Współczesny czytelnik, mimo iż doskonale wie, jak zakończyła się sprawa, nie może oderwać się od książki czytając ją jak najznamienitszy thriller. Przerażająca jest konkluzja płynąca z publikacji – żadne z tych wydarzeń nie powinno mieć miejsca, a przede wszystkim można było im zapobiec w stu procentach.

Coffee obraz autorstwa katemangostar - www.freepik.com
Dobra książka, Literatura obca

To nie fikcja, to sowiecka Rosja lat 80. XX wieku

Wyobraź sobie, że nie znasz się na fizyce jądrowej, ale mimo wszystko dostajesz pracę na stanowisku kierownika

Reportaż jako gotowy materiał na film

Wyobraź sobie, że nie znasz się na fizyce jądrowej, ale mimo wszystko dostajesz pracę na stanowisku kierownika. Bierzesz, bo w okolicy nie ma innych zakładów pracy. Jedziesz do miejscowości, w której rozpoczniesz pracę, dostajesz tam mieszkanie, zastrzyk gotówki, a twoje dzieci będą od razu przyjęte do szkoły i przedszkola. W pracy nie nauczysz się niczego od swoich kolegów po fachu, bo oni też się na tym nie znają. Jest dwóch, którzy skończyli kurs korespondencyjny, ale przyznają się, że trochę ściągali. Widzisz, że pali się czerwona lampka. Taka, która nie powinna. Twój szef każe ci nie reagować. Chwilę później widzisz jak wybucha reaktor jądrowy. Chcesz coś zrobić, ale dostajesz rozkaz, żeby się nie ruszać z miejsca i wrócić do pracy, jakby nic się nie stało. Co robisz?

Reportaż Adama Higginbothama O północy w Czarnobylu (https://www.taniaksiazka.pl/o-polnocy-w-czarnobylu-nieznana-prawda-o-najwiekszej-nuklearnej-katastrofie-adam-higginbotham-p-1290443.html) w podobny sposób wprowadza nas do wydarzeń kwietniowej nocy 1986 roku, kiedy zniszczeniu ulegnie reaktor nr IV w Czarnobylu. Od samego początku nie możemy się oprzeć wrażeniu, że towarzyszy nam intryga. Tak jakby wszyscy wiedzieli, że coś może się stać, ale nikt nie chce reagować. I, o zgrozo, nie zrobi tego przez ponad dwa dni – robotnicy będą dalej przychodzić na swoje zmiany, w dodatku pomogą strażakom donosząc kubły z wodą. Mieszkańcy Prypeci będą obserwować pożar i unoszącą się łunę nad miasteczkiem ze swoich balkonów lub parków. Nikt nie ma skafandra ochronnego, grafit wynosi się w wiadrach, pojemnikach, i co tam jeszcze jest pod ręką. Strażacy i wojsko często pracują bez rękawic, narzekają na zaczerwienienia i opuchliznę. Znikną, przetransportowani do jednostek medycznych, w których w większości ograniczy się leczenie do podania jodyny.

Co na to rząd?

Trzeba pamiętać, że sowiecka Rosja to kraj funkcjonujący na zasadach hierarchii urzędniczej, w której wszyscy się gubią. Rozkazy przychodzą na piśmie, albo telefonicznie w środku nocy, nikt o nic nie pyta. Pojawiające się w mediach informacje o awarii, która jest pod kontrolą oraz błędzie maszyn, które są już naprawione i czekają na powrót do pracy, nie mówią nic. Radioaktywna chmura najpierw powoduje tragiczne w skutkach deszcze nad regionem Prypeci, a następnie, pchana przez wiatr rozpościera się nad zachodnią i północną częścią Europy. Do Polski informacja o wydarzeniu dotrze dopiero po 1 maja, by nie zaburzyć obchodów Święta Pracy. W wielu wypadkach na reakcję jest już stanowczo za późno, a odwracanie skutków katastrofy zajmie jeszcze wiele, wiele lat.

Adam Higginbotham punktuje ignorancję władz, bezzasadne decyzje i rozkazy, często opóźniające istotne zadania, prowadzące do zneutralizowania skutków wybuchu, ale przede wszystkim wskazuje na brak specjalistów w dziedzinie fizyki jądrowej. Ściągnięci do Czarnobyla naukowcy znają temat pobieżnie, większość z nich działa na usługach władzy i zajmuje się tuszowaniem skandalu niż faktyczną pracą. Lwia część decyzji i działań okazuje się bezużyteczna, w dodatku cały czas marnuje cenny czas, który powinien być wykorzystany zupełnie inaczej.

Book obraz autortstwa katemangostar - www.freepik.com
Dobra książka, Literatura obca, Romans

Tester dla dyktatora

Rosa Sauer, która podczas II wojny światowej traci rodzinę i cały dobytek przenosi się na wieś do teściów

Sugestywny tytuł

Rosa Sauer, która podczas II wojny światowej traci rodzinę i cały dobytek przenosi się na wieś do teściów. Pewnego dnia przychodzą po nią SS-mani i zmuszają do dość niekonwencjonalnego zadania. Od tej pory będzie spożywała posiłki przed Adolfem Hitlerem, by sprawdzić, czy nikt nie próbuje go otruć. Nie jest jedyna, wraz z nią w Wilczym Szańcu mieszka grupa kobiet odpowiedzialnych za to samo zajęcie. Książka Roselli Postorino Przy stole z Hitlerem nie jest co prawda powieścią historyczną, ale wiele smaczków w niej zawartych może zainteresować różnych czytelników – od wielbicieli zagadek do miłośników romansów.

Paranoja Fuhrera

Adolf Hitler od zawsze miał obsesję na punkcie kontroli najbliższych pracowników i żył w przeświadczeniu, że wszyscy starają się go zaatakować. Wzorem rzymskich wodzów, na których opierał swój wizerunek testował również posiłki, które mu serwowano, w obawie przed otruciem. Główna bohaterka, Rosa, ma zupełnie inne podejście do otaczającego ją świata niż jej koleżanki z “branży”. Nie oddaje się pracy ze strachu, czy dla zysku, tym bardziej nie kieruje nią wyznawana przez Niemców ideologia. Po prostu godzi się ze swoim losem mając na względzie, że nie ma już nic do stracenia.

Rosa jest też postacią wielowymiarową, a jej stosunek do wojny nie ulega łatwej klasyfikacji. Nie rozumie swoich odczuć wobec samego wodza – z jednej strony czuje się zaszczutą ofiarą, z drugiej postać Hitlera ją fascynuje, a nawet czasami budzi podziw. Jednocześnie podkreśla, że nie jest zwolenniczką jego ideologii, a mimo to czuje się pełnoprawną i dobrą obywatelką Niemiec. Zauważa, że krajem rządzi strach, a ludzie zatracają się w obawach o swoje życie tak silnie, że gubią po drodze podstawowe odruchy empatii.

Romans wojenny

Poglądy Rosy idą na bok w momencie gdy wdaje się w romans z jednym z SS-manów, w którym dostrzega ciekawego, błyskotliwego mężczyznę, a nie pionka wojennego w mundurze. Za wszelką cenę stara się rozgraniczyć jego zajęcie od osobowości, uważając, że nie ma między nimi bezpośredniego związku. Sama uważa się za dobrą Niemkę (to stwierdzenie pada w książce wielokrotnie), pomimo braku poparcia dla Fuhrera, a rzesze ludzi, którzy mu służą traktuje w kategorii strachu i niepokoju o życie.

Autorka skupia się bardzo silnie na wątkach obyczajowych, nie tylko Rosy, ale innych kobiet z Wilczego Szańca. Temat wojny zostaje siłą rzeczy zepchnięty na drugi plan, stanowiąc wyłącznie tło przedstawianych wydarzeń i decyzji, przed którymi stają dziewczyny. Mimo nieustającego widma zagłady, perspektywy ostatniego posiłku, bohaterki znajdują miejsce na przyjaźń, pomoc i tęsknotę, zwłaszcza za swoimi mężczyznami-nazistami, którzy walczą gdzieś na froncie i tylko niektórzy dają czasami znak, że jeszcze żyją.

Coffee obraz autorstwa katemangostar - www.freepik.com